poradnik

Jak przetrwać kryzys twórczy i nie zwariować

Hej, hej!

Dzisiejszy wpis będzie bardziej poradnikowy niż zwykle, a to za sprawą małego kryzysu który mnie ostatnio dopadł. To pewnie dlatego, że lato poskąpiło nam w te wakacje słoneczka i nie naładowałam się odpowiednią dawką witaminy D 😛 I chyba to przez to ostatnio trochę pogniewałam się z szydełkiem… Już się pogodziliśmy, ale refleksja na ten temat pozostała i chciałabym się nią z Wami podzielić!

Pomimo tego, że często mówi się o tym, że hobby powinno relaksować, poprawiać nastrój czy odprężać to czasem bywa, że jest ono powodem złości czy irytacji. Bo przecież nie ma nic gorszego, niż głowa pełna pomysłów w połączeniu z brakiem czasu czy niezadowalającymi nas efektami! A stąd już bardzo blisko do frustracji i (choć to duże słowo) kryzysu!

kryzys twórczy

Powody kryzysów

Skąd bierze się w ogóle taki kryzys? Taka sytuacja, w której patrząc na szydełko czy maszynę myślę „O nie!” i mam ochotę uciec daleko, daleko od nich? Sytuacja, która z pewnością jest przeciwieństwem relaksu czy odpoczynku? U mnie powodów jest kilka:

Pierwszy z nich jest wtedy, gdy po prostu coś mi nie wychodzi – niby wszystko robię dobrze, robię jak zawsze, czy według wzoru, a za nic nie chce wyjść ładnie. No nie podoba mi się i kropka. Ciągle muszę pruć, nie zgadza się ilość oczek, coś wyjdzie za duże, coś za małe… Jeszcze gorzej, gdy potrzebne mi są dwa takie same elementy, a wychodzą dwa różne! To dopiero nerwy!

Często denerwuje mnie też to,  że brakuje mi weny – niby nic takiego. W końcu jest Pinterest, Instagram, internet… Pełno miejsc, w których można znaleźć coś pięknego i się zainspirować. Ale tu pojawia się problem – np. coś jest naprawdę super, ale nie mam potrzebnej włóczki/koloru/materiału, który wiem, że idealnie by pasował. Jeszcze gorzej, jeśli akurat jest sobotni wieczór i ani nie ma jak podskoczyć do sklepu, ani paczka szybko nie dojdzie… I tak tyle pięknych rzeczy, które można zrobić – ale nic na co akurat mam ochotę…

Najbardziej kryzysogenna sytuacja pojawia się wtedy, gdy następuje istny Bunt Maszyn – gdy maszyna stuka, puka, plącze nici, gdy szydełko się łamie, gdy włóczka jest tak zaplątana, że dłuższe będzie jej rozplątywanie, niż szydełkowanie danej rzeczy! Koszmar! I jakie nerwy!

Oczywiście, choć niestety z mojej winy, zdarza się, że coś zgubię … – bywa i to nawet często. Oj, a jak to denerwuje!

Często tak po prostu – gdy mam wrażenie, że nic mi nie wychodzi, że wszystko jest nieładne i w ogóle, gdy dopada mnie jedna wielka niemoc 😉 Miewacie tak czasem?

I na koniec problem z czasem. A właściwie jego brakiem… Nie ma czasu na te wszystkie projekty, które są w głowie! 🙁

To są sytuacje, które czasem sprawiają, że jestem naprawdę zła! Nie zrelaksowana, ani wypoczęta – po prostu zła!

Wydaje mi się jednak, że we wszystkim co robimy pojawia się czasem taki punkt krytyczny. Nie ważne czy to szydełkowanie, szycie czy inne zajęcia. Po prostu musimy przetrwać, żeby to, co robimy znów sprawiało nam radość. Ale jak to zrobić? Ja mam kilka sposobów na takie chwile.

Sposoby na kryzys

Przede wszystkim odpoczynek – czyli schowanie na chwilę gdzieś głęboko szydełka albo unikanie kontaktu z maszyną 😀

Po drugie spacery! Mam to szczęście, że mieszkam prawie przy lesie i pięknych polach, które nigdy mi (a tym bardziej mojemu psiakowi) się nie znudzą 🙂 Dlatego spacerujemy bardzo często, a  to zawsze poprawia nastrój.

Są też filmy i seriale – koniecznie thrillery czy horrory 😛 Co prawda trudno nie wziąć wtedy z nerwów szydełka do ręki, ale można je zastąpić np. kolorowanką!

Książka – bo dobrze przenieść się na chwilę do innego świata 🙂

Wysiłek fizyczny – po TRX-ach przechodzi mi złość na wszystko, bo po prostu nie mam na nią siły 😉

Zakupy –  tak, wiem to chyba nie jest dobry sposób 😀 ale zawsze działa! Zrobienie zapasu włóczki albo tkanin ma naprawdę dobry wpływ. Przecież jak kupię śliczną włóczkę, to jak mogę gniewać się na szydełko? No nie mogę!

Na koniec staram się  ogarnąć to, co wychodzi mi najgorzej. Np. jeśli mam problem z daną rzeczą, to oglądam filmiki na ten temat, czytam poradniki czy blogi – a kiedy naładuję się taką wiedzą od razu mam ochotę ją przetestować 🙂

relaks

To są sposoby, po których najczęściej przechodzi mi cała złość. Kryzys mija, a w jego miejsce przychodzi nowa siła. Wydaje mi się też, że taka chwila odpoczynku jest potrzebna, bo po niej zawsze mam więcej energii i chęci do działania.

Pojawia się czasem u Was taki kryzys? Jakie są Wasze sposoby na jego pozbycie się? Może macie jakieś sprawdzone, których nie wymieniłam? Chętnie przetestuję! Pamiętajcie, że takie małe kryzysy nie są czymś złym. Przecież każdy je miewa! Trzeba tylko nauczyć się radzić sobie z nimi 🙂

A tym czasem zapraszam Was na Instagram i Facebook`a – tam będziecie na bierząco z moimi wszystkimi niekryzysowymi poczynaniami

Q.

Mogą spodobać Ci się również

  • Adzik tworzy

    Oj, znam Twój ból!
    Brak czasu jest chyba najgorszy – muszę zapisywać wszystkie pomysły, rozrysowuję je w 100 różnych miejscach (na kompie, w notesach, kalendarzu, telefonie…), a nie mam później kiedy ich zrealizować.
    A gdy mam już chwilę, to jestem tak padnięta, że za bardziej wymagające techniki się nie zabieram (np. malowanie na odzieży, tęsknię za tym!), za to coś podziergam, uszyję coś mało skomplikowanego itp. Jednak chciałoby się czegoś więcej… :/
    Bunt Maszyn mam nawet w pracy. 😉 O jakim urządzeni by nie była mowa – ono na pewno mnie nie lubi! Czy to się igła w maszynie zawiesi, albo nawet pęknie i będzie celować w oko (dla bezpieczeństwa wolę szyć w okularach), albo jak włóczka mi się plącze, kończy się ulubiony kolor sznurka z którego chciałam zrobić bransoletkę.
    Również denerwuję się (i przeklinam) gdy coś nie wychodzi mi tak jak to sobie w głowie wymyśliłam. Próbuję kolejny raz, i jeszcze jeden, żeby w końcu było dobrze i żeby zadowalał mnie efekt. Pozwalam sobie jednak na przerwy między kolejnymi podejściami – to pozwala mi się uspokoić, odetchnąć i podejść do danego projektu na spokojnie. I możliwe że w przerwie (nawet kilku tygodniowej 😉 wymyślę jakieś rozwiązanie na problem i przy następnej próbie w końcu stworzę to co sobie wymarzyłam. 🙂
    Uff, to się rozpisałam! 😀 Akurat to dla mnie temat-rzeka, ale dość marudzenia, lepiej nastroić się pozytywnie i rozwijać swoją kreatywność nawet gdy nie zawsze coś wychodzi. Bez ćwiczeń i błędów nie nauczymy się jak najlepiej coś uszyć, wydziergać czy namalować. Takie małe porażki się przydają, o ile potrafimy wyciągnąć z nich jakąś naukę i poprawić się w kolejnym projekcie.
    A teraz życzę weny, mnóstwa pomysłów (oraz notesu i długopisu pod ręką, żeby móc wszystko zapisać „na później”) oraz duuużo wolnego czasu na tworzenie! 🙂

    • Bardzo dobrze napisałaś! W końcu uczymy się na błędach! A kryzysy pozwalają nam czasem odetchnąć i odpocząć 🙂 Bo od wszystkiego czasem trzeba! A z pękającą igłą mam takie samo odczucie! Że pewnie wpadnie mi prosto w oko 😀 Ale na szczęście, odpukać, nigdy nic takiego mi sie nie przytfaiło i oby tak zostało! :))

  • Izabela Lea eS.

    …a po burzy, przychodzi dzień! Zawsze na to liczę;) Pozdrawiam!

    • Dokładnie! Najważniejsze to myśleć pozytywnie 🙂

  • follow creativity now

    Chyba każdy z nas kiedyś miewa takie kryzysy… zwłaszcza blogosfera jest taką ‚działką’ która daje w kość … najchętniej rzuciłabym wszystko i zapomniała, że prowadzę bloga. Ale potem odpocznę, zapomnę na chwilę i wrócę … dobry film i zakupy zawsze resetują całe zło i budzą do życia:)

    • No właśnie, trzeba się czasem zresetować 🙂

  • O tak! kryzysy przychodzą zarówno wtedy, gdy pomysłów wiele, a czasu na realizację brak, a także wtedy, gdy mam wrażenie, że nic nowego nie wymyślę, bo wszystko już było… ehh. Jakoś specjalnie nie walczę z tym kryzysem, po prostu go przeżywam i wkurzam się niemiłosiernie, no ale wiem,że to minie, w końcu jutro też jest dzień-jak mawiała Scarlett O’Hara !

    • Dokłdnie tak! Trzeba jakoś przetrwać, zebrać siły i działać dalej! 🙂

  • Skad ja to wszystko znam 🙂 Kazdy z nas przechodzi taki kryzys 🙂 Ja czesto jak mam czas na hobby to mi sie po prostu nie chce bo wole wyciagnac nogi przed telewizorem i po prostu odpoczac, a zazwyczaj to wlasnie ten czas jest moim wrogiem 🙂

    • Organizacja czasu czasem jest najgorszym zadaniem z całego dnia! Ja tak często mam, że czas mi po prostu ucieka, a nic nie robię …

  • Wszystkie metody próbuję stosować 😉

  • Anna Kostrzewska

    Bardzo fajnie, że poruszasz ten temat. 🙂 Przeczytałam twoje pomysły na przetrwanie kryzysu twórczego i może spróbuję niektóre z nich wykorzystać 🙂

  • Katarzyna Ratajczak

    Oj, znany i stresujący temat! Ale „ugryzłaś” go w lekki i przyjemny w lekturze sposób. Jakiś czas temu też popełniłam u siebie na blogu wpis o motywacji i demotywacji w rękodziele. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe, że go tu podlinkuję: http://www.arachneart.pl/szydelkowanie/biuro-projektow-niedokonczonych/ Pozdrawiam 🙂

  • Patrycja Czubak

    Uwielbiam pisać bloga, ale często zamiast się przy nim relaksować to się stresuje czy zdążę ze wszystkim na czas, więc bardzo dobrze znam temat, który poruszyłaś. Jak sobie z tym radzę, podobnie jak ty odpoczywam od bloga, zajmuje się czymś innym, idę się przespać. Takie kryzysy, są naturalne mamy prawo do zmęczenia, trzeba się wtedy zatrzymać, odetchnąć i wrócić z jeszcze większym powerem do działania.

  • Mój patent na to by nie mieć kryzysów to lista celów. Na poprzednim moim blogu powstał wpis którego tytuł brzmiał w stylu „33 cele na 2016 rok”. Prowadząc już obecnego bloga dokonałem rozliczenia rocznego wpisem „Spowiedź blogera”, a na obecny rok powstała kolejna lista celów – 34. Dlaczego tyle? Bo tyle mam lat, ale cicho i nikomu o tym nie mów. 😉

    A tak nieco poważniej spojrzałem do kilkunastu wpisów, nie komentowałem, bo to nie moja tematyka i nie mój świat. Choć pamiętam na lekcjach techniki (dawno, dawno temu) uczono nas jakiś prostych rzeczy na szydełku, plus każdy musiał zrobić na drutach szalik przynajmniej 30 cm długości – dla dziewczyn to była łatwizna, dla niektórych panów katorga, ale odbijaliśmy to sobie na akcji – budujemy karmnik dla ptaków, gdzie to dziewczyny zazwyczaj miały problemy z młotkiem i gwoździami. 😉

    Troszkę się rozpisałem i dopiero teraz chyba będzie puenta tego, co chciałem napisać. Stwórz sobie taką listę celów. Zajmujesz się rękodziełem – niech ona będzie na to ukierunkowana. Nie potrafię się postawić na Twoim miejscu – nie wiem jak robi się poduszki, szaliki, czapki itp. Spróbuj zaprojektować nowe wzory dla nich, może wykonaj coś, czego jeszcze nie robiłaś. Spisz to, wydrukuj i przyczep w widocznym dla siebie miejscu. Sama określ jak dużo ma ich być i jaką będą mieć dla Ciebie rangę. Pamiętaj tylko o jednym – by były realne.

    Powodzenia. 😉